Blog Mamamed.pl to opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.
Lifestyle | Parenting | Pielęgniarstwo | Zdrowie
Z kubkiem kawy o północy, zapraszam wszystkie nocne marki.

Pani z ulicy M.

Dziecko boi się psów

Wczoraj wracałyśmy z przedszkola jak zawsze, czyli ja na rowerze, a córka na hulajnodze. Co prawda już potrafi jeździć na rowerze bez bocznych kółek, ale jeszcze nie można jej ufać, bo zdarza się, że przy nierównościach terenu odbija kierownicą w stronę ulicy. Dlatego też, abyśmy obie mogły być na swoich dwóch kołach, w drodze z przedszkola K. pędzi na hulajnodze, a nie rowerze.

Zbliżałyśmy się do końca uliczki. Powiedziałam, aby się zatrzymała. Staram się tak ją uczyć, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie wyjdzie albo nie wyjedzie zza rogu. Zderzenie mojego dziecka z inną osobą to ostatnia rzecz, na jaką mamy ochotę. W naszej miejscowości chodniki są zazwyczaj bardzo wąskie, dlatego niezależnie od tego, czy jedzie hulajnogą czy rowerem, uczulam ją na to, że trzeba zwolnić albo najlepiej zatrzymać się przy ogrodzeniu, aby przepuścić osobą idącą z naprzeciwka. W innym razie istnieje duże prawdopodobieństwo najechania na bogu ducha winnego człowieka. Tak więc i tym razem nie zrobiłyśmy wyjątku. Zatrzymałyśmy się na końcu uliczki, aby się rozejrzeć i dopiero wtedy skręcić w prawo. Zobaczyłam, że stoi tam pani z psem na rozwiniętej na mniej więcej 3-4 metry smyczy.

Postanowiłam zaczekać, aż sobie spokojnie przejdą, bo po pierwsze nie znam tego psa i choć wyglądał na uosobienie łagodności i dobrze mu z oczu patrzyło, to nigdy nie wiadomo, jak stworzenie zareaguje na nasze koła. Bardzo dużo jeżdżę na rowerze i wiem, że zwierzęta potrafią zachować się różnie. Większość jest przyzwyczajona do rowerzystów, co widać po leniwym łypnięciu okiem z przejawem tumiwisizmu. Znów inne zamieniają się w naziemną wersję rekina i gdy tak obszczekują nogę, pożerając ją wzrokiem wygłodniałej bestii, w uszach dzwoni mi ta melodyjka tu-tu, tu-tu, tu-tu (to ta ze Szczęk, jakby ktoś nie poznał).
Po drugie, nasze przejście na drugą stronę było w tym momencie niemożliwe. O ile przez tę długaśną smycz można byłoby poskakać jak przez gumę w starych dobrych czasach, to nasz sprzęt jeżdżący na skakanie namówić się nie da. Zdaję sobie sprawę, że dwie osoby, rower i hulajnoga zajmują praktycznie całą szerokość chodnika, dlatego w takich miejscach nie wpycham się, tylko czekam, aż ktoś przejdzie.
Po trzecie wiem, że K. dużych psów się po prostu boi. Każdy się czegoś boi. Jedni boją się burzy, drudzy zastrzyków, inni kleszczy, a moje dziecko boi się psów większych niż ona. Nawet jeśli wesoło merdają ogonem i chcą się bawić, a ona tego nie chce, to nie mam powodu, aby ją zmuszać do kontaktu, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzaka, którego nie znam. 
Jeśli boisz się burzy, to jak czułbyś się, gdyby ktoś wystawił Cię na balkon w trakcie grzmotów i zaryglował drzwi? Jeśli czujesz się źle na dużej wysokości, byłoby Ci niefajnie, gdyby ktoś Cię pojmał, porwał i zrzucił z bungee. Dlatego, jeśli moja córka boi się psów, nie zmuszam jej do głaskania i podchodzenia blisko, co wydaje mi się to naturalne. 

Generalnie to preferuję slow life i nie robię problemów z niczego. Nigdzie się nie spieszyłyśmy. Miałyśmy w planach plac zabaw. Ważna sprawa, ale jednak nic na tyle pilnego, aby ciąć przez chodnik jak strzała, rozjeżdżając przy okazji każdą napotkaną przeszkodę. Naprawdę nie mam nic do ludzi z psami na chodnikach, rowerzystów na chodnikach, matek z wózkami i dzieci na biegówkach (wiem, że niektórym wadzi obecność tychże osób). Wszystko jest kwestią życzliwości w koegzystowaniu na tym wąskim kawałku betonu.

Pani jednak miała inne zdanie. Widząc, że moje dziecko boi się jej psa, skręciła w naszą stronę, wydłużyła smycz i stanęła, obserwując. A w każdy razie tak to wyglądało, bo jak ocenić inaczej sytuację, w której ktoś, widząc bojące się dziecko, staje i wydłuża smycz? Powiedziałam do K. - skręcaj w prawo, jadę przy Tobie, nie bój się, ale tak się złożyło, że K. chciała tego pieska wyminąć, a jednocześnie z naszej ulicy M. wyjeżdżał samochód, więc stanęła jak skamieniała na czymś, co może kiedyś było trawnikiem, a teraz nie wiadomo, czy to jeszcze chodnik czy już jezdnia. Zobaczyłam, jak jej usta wyginają się w podkówkę i mówi do mnie - mamo, boję się. Byłam jakieś 3 metry od niej i trzymałam swój rower, a więc raczej mało zwrotna byłam. Zawołałam więc, aby do mnie podjechała i przy okazji zwracam się pokojowo do kobiety z psem, że my go po prostu nie znamy, nie wiemy, czy jest agresywny i stąd taka reakcja dziecka. K. jak stała tak stała, a w panią... jakby diabeł wszedł.

Odparła mocno obrażona, że chodnik jest dla wszystkich, zarówno dla niej z psem, jak i dla mnie z dzieckiem. Powiedziałam jej, że przecież wcale tego nie zakwestionowałam. Ona zaś nawyzywała kilkukrotnie moje dziecko od histeryczek, choć tak naprawdę K. tylko stanęła w jednym miejscu i powiedziała, że się boi i poprosiła, abym do niej podeszła. Tyle i tylko tyle.

Z początku byłam zła i miałam ochotę podjechać do tej osoby i coś jej na ten temat powiedzieć, ale skupiłam się na K. jak przez całe wcześniejsze 3 minuty. Nie miałam ochoty za nią krzyczeć, za stara jestem na te numery. Poza tym dłuższy czas temu zrobiłam sobie szlaban na przyjmowanie cudzych negatywnych emocji i to też zamierzam wpoić K. Po paru minutach emocje opadły, ale niesmak jednak pozostał. 




About

authorMamamed.pl to moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.
Learn More →



Dziękuję za odwiedziny

Newsletter