Blog Mamamed.pl to opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.
Lifestyle | Parenting | Pielęgniarstwo | Zdrowie
Z kubkiem kawy o północy, zapraszam wszystkie nocne marki.

11 lipca

Pani z ulicy M.

Dziecko boi się psów

Wczoraj wracałyśmy z przedszkola jak zawsze, czyli ja na rowerze, a córka na hulajnodze. Co prawda już potrafi jeździć na rowerze bez bocznych kółek, ale jeszcze nie można jej ufać, bo zdarza się, że przy nierównościach terenu odbija kierownicą w stronę ulicy. Dlatego też, abyśmy obie mogły być na swoich dwóch kołach, w drodze z przedszkola K. pędzi na hulajnodze, a nie rowerze.

Zbliżałyśmy się do końca uliczki. Powiedziałam, aby się zatrzymała. Staram się tak ją uczyć, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie wyjdzie albo nie wyjedzie zza rogu. Zderzenie mojego dziecka z inną osobą to ostatnia rzecz, na jaką mamy ochotę. W naszej miejscowości chodniki są zazwyczaj bardzo wąskie, dlatego niezależnie od tego, czy jedzie hulajnogą czy rowerem, uczulam ją na to, że trzeba zwolnić albo najlepiej zatrzymać się przy ogrodzeniu, aby przepuścić osobą idącą z naprzeciwka. W innym razie istnieje duże prawdopodobieństwo najechania na bogu ducha winnego człowieka. Tak więc i tym razem nie zrobiłyśmy wyjątku. Zatrzymałyśmy się na końcu uliczki, aby się rozejrzeć i dopiero wtedy skręcić w prawo. Zobaczyłam, że stoi tam pani z psem na rozwiniętej na mniej więcej 3-4 metry smyczy.

Postanowiłam zaczekać, aż sobie spokojnie przejdą, bo po pierwsze nie znam tego psa i choć wyglądał na uosobienie łagodności i dobrze mu z oczu patrzyło, to nigdy nie wiadomo, jak stworzenie zareaguje na nasze koła. Bardzo dużo jeżdżę na rowerze i wiem, że zwierzęta potrafią zachować się różnie. Większość jest przyzwyczajona do rowerzystów, co widać po leniwym łypnięciu okiem z przejawem tumiwisizmu. Znów inne zamieniają się w naziemną wersję rekina i gdy tak obszczekują nogę, pożerając ją wzrokiem wygłodniałej bestii, w uszach dzwoni mi ta melodyjka tu-tu, tu-tu, tu-tu (to ta ze Szczęk, jakby ktoś nie poznał).
Po drugie, nasze przejście na drugą stronę było w tym momencie niemożliwe. O ile przez tę długaśną smycz można byłoby poskakać jak przez gumę w starych dobrych czasach, to nasz sprzęt jeżdżący na skakanie namówić się nie da. Zdaję sobie sprawę, że dwie osoby, rower i hulajnoga zajmują praktycznie całą szerokość chodnika, dlatego w takich miejscach nie wpycham się, tylko czekam, aż ktoś przejdzie.
Po trzecie wiem, że K. dużych psów się po prostu boi. Każdy się czegoś boi. Jedni boją się burzy, drudzy zastrzyków, inni kleszczy, a moje dziecko boi się psów większych niż ona. Nawet jeśli wesoło merdają ogonem i chcą się bawić, a ona tego nie chce, to nie mam powodu, aby ją zmuszać do kontaktu, zwłaszcza jeśli chodzi o zwierzaka, którego nie znam. 
Jeśli boisz się burzy, to jak czułbyś się, gdyby ktoś wystawił Cię na balkon w trakcie grzmotów i zaryglował drzwi? Jeśli czujesz się źle na dużej wysokości, byłoby Ci niefajnie, gdyby ktoś Cię pojmał, porwał i zrzucił z bungee. Dlatego, jeśli moja córka boi się psów, nie zmuszam jej do głaskania i podchodzenia blisko, co wydaje mi się to naturalne. 

Generalnie to preferuję slow life i nie robię problemów z niczego. Nigdzie się nie spieszyłyśmy. Miałyśmy w planach plac zabaw. Ważna sprawa, ale jednak nic na tyle pilnego, aby ciąć przez chodnik jak strzała, rozjeżdżając przy okazji każdą napotkaną przeszkodę. Naprawdę nie mam nic do ludzi z psami na chodnikach, rowerzystów na chodnikach, matek z wózkami i dzieci na biegówkach (wiem, że niektórym wadzi obecność tychże osób). Wszystko jest kwestią życzliwości w koegzystowaniu na tym wąskim kawałku betonu.

Pani jednak miała inne zdanie. Widząc, że moje dziecko boi się jej psa, skręciła w naszą stronę, wydłużyła smycz i stanęła, obserwując. A w każdy razie tak to wyglądało, bo jak ocenić inaczej sytuację, w której ktoś, widząc bojące się dziecko, staje i wydłuża smycz? Powiedziałam do K. - skręcaj w prawo, jadę przy Tobie, nie bój się, ale tak się złożyło, że K. chciała tego pieska wyminąć, a jednocześnie z naszej ulicy M. wyjeżdżał samochód, więc stanęła jak skamieniała na czymś, co może kiedyś było trawnikiem, a teraz nie wiadomo, czy to jeszcze chodnik czy już jezdnia. Zobaczyłam, jak jej usta wyginają się w podkówkę i mówi do mnie - mamo, boję się. Byłam jakieś 3 metry od niej i trzymałam swój rower, a więc raczej mało zwrotna byłam. Zawołałam więc, aby do mnie podjechała i przy okazji zwracam się pokojowo do kobiety z psem, że my go po prostu nie znamy, nie wiemy, czy jest agresywny i stąd taka reakcja dziecka. K. jak stała tak stała, a w panią... jakby diabeł wszedł.

Odparła mocno obrażona, że chodnik jest dla wszystkich, zarówno dla niej z psem, jak i dla mnie z dzieckiem. Powiedziałam jej, że przecież wcale tego nie zakwestionowałam. Ona zaś nawyzywała kilkukrotnie moje dziecko od histeryczek, choć tak naprawdę K. tylko stanęła w jednym miejscu i powiedziała, że się boi i poprosiła, abym do niej podeszła. Tyle i tylko tyle.

Z początku byłam zła i miałam ochotę podjechać do tej osoby i coś jej na ten temat powiedzieć, ale skupiłam się na K. jak przez całe wcześniejsze 3 minuty. Nie miałam ochoty za nią krzyczeć, za stara jestem na te numery. Poza tym dłuższy czas temu zrobiłam sobie szlaban na przyjmowanie cudzych negatywnych emocji i to też zamierzam wpoić K. Po paru minutach emocje opadły, ale niesmak jednak pozostał. 




05 lipca

Sprawdź, co robisz źle, urządzając dziecięcy pokój. 14 najpopularniejszych błędów :-)

Jak urządzić pokój dziewczynki

Nie bez kozery wykańczanie mieszkania nazwano wykańczaniem. Takie zabawne drugie dno. Całkowite przeciwieństwo moich dotychczasowych wyobrażeń. Tych o kobiecie z alejki sklepu remontowego, która posyła uśmiech z najnowszej gazetki promocyjnej. Nasze wykańczanie wystartowało kilka miesięcy temu. Na chwilę obecną mamy ułożone podłogi i pomalowane ściany. Powolutku zbliżam się do etapu meblowania, a dokładnie to jestem w fazie oglądania inspiracji. Dałabym sobie uciąć rękę, że urządzanie pokoju dziecięcego to akurat najłatwiejsza rzecz na świecie. W porównaniu do całej reszty to pikuś, bo co może być trudniejszego od osiągnięcia consensusu z własnym ślubnym w sprawie wyglądu płytek w łazience? Odkąd śledzę grupy związane z tematyką wnętrz, mam coraz więcej wątpliwości, bo jak się okazuje, popełnienie któregoś z tych 14 błędów jest niewiarygodnie łatwe.  

Co możesz zrobić źle, szykując pokój dla dziecka? 14 wnętrzarskich błędów według internautów. Sprawdź koniecznie, czy któryś z nich masz na sumieniu. I najlepiej nie czytaj tego przed remontem. Albo wcale nie czytaj.

 

⇢   Za białe ściany   ⇠

Roztaczają aurę sterylności, przypominając tym samym szpital, a nawet jeśli nie, z pewnością nie pasują do dziecka. Są takie smutne i nudne. W takim pomieszczeniu nawet dorosły może nabawić się depresji. Potencjał pokoju uległ zmarnowaniu. Mógł być stylowy, kolorowy, wesoły, a jest właśnie taki - biały i bezpłciowy. Przemaluj koniecznie tę szpitalną izolatkę, zanim ktoś zacznie donosić kolorowe tabletki.

⇢   Za kolorowe ściany   ⇠

Jak można spać w czymś takim? Opętany niekończącym się chaosem mózg dziecka generuje myśli, które niczym mały chomiczek w swoim kręciołku, nie pozwalają spać, bawić się i uczyć. W tych kolorach nie da się odpocząć, pomijając aspekt estetyczny. Koniecznie przemaluj albo zaklej białą tapetą minimum trzy ściany, a na czwartą daj kremową.

⇢   Za różowe ściany   ⇠

Za cukierkowe, za mdłe, za oczojebne, za kiczowate, za banalne, za księżniczkowate i za bardzo dziewczyńskie. Po prostu za różowe i koniec.

⇢   Nie widać zabawek/schowane   ⇠

Czy to aby na pewno pokój dziecka? Ktoś tutaj naoglądał się katalogów sklepu na I. To dziecko musi mieć smutne dzieciństwo. Na pewno się nie bawi, bo zabawki perfidnie ukryto za drzwiczkami szafek, w szufladach komód, aby nikt ich nie odnalazł przez kolejne trzy pokolenia.

⇢   Zabawki wszędzie, w pojemnikach, na półkach i na parapecie   ⇠

Weź posprzątaj ten burdel, nie wstyd ci matko, że tak mieszkacie? Jak można mieć tak naćkane w pokoju dziecka? Jak ono ma się czymkolwiek bawić, skoro przez tydzień musi się zastanawiać, którą zabawkę z tej sterty wybrać?

⇢   TV w pokoju   ⇠

To dziecko pewnie ogląda tv 24h na dobę. Niszczysz mu dzieciństwo, zabijasz kreatywność i depczesz wyobraźnię. Smutne, cholernie smutne. Przynajmniej masz spokój, leniwa kwoko.

⇢   Nie ma tv, ale nie widać też książek ⇠

To dziecko pewnie nie czyta kompletnie nic. Znak naszych czasów? Do biblioteki pewnie też nie jest zapisane? I niech zgadnę, nie macie w domu ani jednej książki?

⇢   Książki, rzędy książek, na każdej półce książki   ⇠

Naprawdę fajnie, że tyle czytacie, ale patrząc na zdjęcie pokoju zastanawiam się, czy to jeszcze pokój dziecka czy już księgarnia? Zdecydowanie za dużo. Kup  szafy z drzwiami i pochowaj, aby nie leżało na wierzchu, a 3/4 wynieś do piwnicy lub kup na te książki 10 takich samych pojemników, które ustawisz w równych rzędach. A te książki, które będą luzem, ustaw rozmiarami, będzie wrażenie większego ładu.

⇢Wszędzie stoją książki i gry, a zabawki wysypują się z pstrokatych pojemników

O Kufa, na środku jeszcze różowego flaminga sobie postaw!

⇢   Przebudowa pokoju na dwa osobne dla rodzeństwa    ⇠

Kiedyś w jednym pokoju po 15 osób mieszkało, po 4 spało na jednym tapczanie, a gdy ktoś przyjeżdżał w gości to spał w wannie. I wszyscy żyjemy. Teraz to ludziom w tyłkach się przewraca.

⇢   Przemeblowanie pokoju, aby zamieszkało w nim więcej niż 2 dzieci   ⇠

Patologia. Typowa Grażyna razem z typowym Januszem otwierają produkcję, bo 500 plus. Szkoda tej trójki dzieci, która będzie spędzać czas w jednym pomieszczeniu.  

⇢   Wykładzina zamiast paneli   ⇠

Fuj! Wiecie ile syfu siedzi w wykładzinie? Ile roztoczy? U dziecka w życiu nie położyłabym czegoś takiego. Będzie wiecznie brud, paprochy i plastelina, a dziecko będzie się w tym w kółku tytłać. No chyba że będziesz codziennie odkurzać.

⇢   Panele bez dywanu   ⇠

Temu pokoikowi czegoś brakuje! Już wiem! Dywanu!

⇢   Dywan  ⇠

Nie pasuje. Zdecydowanie. Weź go zmień.






About

authorMamamed.pl to moja opowieść o codzienności, filozofii życia, macierzyństwie i pracy w zawodzie pielęgniarki, snuta zazwyczaj gdzieś po północy, bo jak każda mama przedszkolaka, mogę delektować się chwilą samotności wtedy, gdy wszyscy smacznie śpią.
Learn More →



Dziękuję za odwiedziny

Newsletter